>> sobota, 29 sierpnia 2009 13:42:03
- Czy Bóg może stworzyć kamień, którego nie byłby w stanie udźwignąć?
– Oczywiście. Stworzył ludzi – a ludzie to właśnie ten kamień, którego nie może udźwignąć, ciągle coś trzeba przy nich poprawiać, a oni i tak pozostają źli i jest im źle i nie są wdzięczni za życie, ponieważ lepiej im było, kiedy ich nie było.
komentarze [0]Renowacja >> czwartek, 20 grudnia 2007 17:45:02
A więc...
Wreszcie...
Postanowiłam...
Pojawić się tu znów :)
Zaczynam więc:
Zaktualizowałam zakładkę "O mnie". Przydało się chyba gdyż było tam jeszcze napisane że uczęszczam do drugiej klasy liceum. A to już w sumie zamierzchła przeszłość.
Teraz jestem na pierwszym roku studiów. Kierunek: grafika, specjalizacja: (która urealni się dopiero na drugim roku, ale zawsze) komputerowe projektowanie graficzne.
Pomieszkuję w akademiku, w trzyosobowym pokoiku wraz z dwoma dziewczynami. Co w sumie dobrze się składa, bo przyda mi się jakieś damskie towarzystwo jak spędzę cały dzień z chłopakami z mojej grupy bo tak się niestety złożyło ze żadnej koleżanki w grupie nie mam...
Jestem ja i 12 chłopaków.
Czuję się jak Jezus z dwunastoma Apostołami :>
Jeszcze mi władza uderzy do głowy i stanę się bardziej nieznośna niż teraz... :>
Obecnie jestem chora. Nie wiem co mi jest, ale czuję się okropnie. Mam nadzieję że przejdzie mi do Świąt bo siedzieć przy Wigilii z gorączką, bólem gardła i katarem to raczej średnio przyjemne :)
Dobrze że kupiłam już prezenty bo teraz byłoby ciężko.
A tymczasem...
Wesołych Świąt wam wszystkim ;)
komentarze [5] >> wtorek, 20 marca 2007 16:21:57
A więc tak.
"Opowiem wam historię co się zdarzyła tu. Kiedy już zapadał zmrok po pochmurnym dniu - zapadał wokół zmrok i padał deszcz - on środkiem miasta szedł, z nim szedł deszcz."
Jednym słowem piosenka ta cały dzień chodziła mi dziś po głowie, głównie wtedy kiedy próbowałam dopłynąć do domu. Zmokłam, zmarzłam a jedyne co mnie powstrzymuje od zachorowania to to że dziś o 20.00 w Teatrze Wielkim w Łodzi zasiądę na swoim miejscu i obejrzę pokaz tańca irlandzkiego w wykonaniu Rhythm of the Dance :D
Już się z góry cieszę, postaram się co nieco zrelacjonować ;)
A gdzie byłam jak mnie nie było?
Cóż... trochę się zdarzyło, blog został zapomniany i powoli się zapuszczał ale może jeżeli teraz włożę w to trochę wysiłku to powróci do dawnego stylu.
Robie prawo jazdy (kolejne podejście do egzaminu w ten piątek), matura na głowie ale to nie znaczy że wzięłam się do roboty (szczerze mówiąc chce mi się mniej niż wcześniej) i nieco zagmatwane życie uczuciowe :) To wszystko czyni ze mnie zajętą sobą osóbkę. Wrzucę może (nigdy jeszcze tego nie robiłam ale chyba najwyższy czas...) moje zdjęcie w sukience ze studniówki mojego chłopaka. Postarałam się osobiście żeby stworzyć na nim ciekawsza scenerię
Pozdrawiam ;)
komentarze [16] >> piątek, 15 grudnia 2006 14:55:52
Mój blog chyba umiera. Nie wiem czy jest to śmierć do końca naturalna bo słysze jego krzyk, a jednak... albo nie mam serca albo siły. Dziś na niego weszłam i pojawił się alert, o blogu porzuconym przez włąciciela. Mało brakowało bym przez pomyłkę kliknęła w "Załóż bloga". Wtedy wszystko y zniknęło, a przynajmniej to czym było wcześniej. Może pora na zmianę wizerunku?
Poczekam, zobaczę... Niedługo święta.
Czas odnowy?
komentarze [16]Dżabbersmok >> niedziela, 15 października 2006 21:30:03
Ta niedziela jest jak film... tani klasy "B"...
Ale nie, to się wytnie. NIENAWIDZĘ Budki Suflera.
Tak jak i nienawidzę niedziel. Dzień mija jak z bicza trzasł i nawet nie wiesz kiedy a już robi się ciemno i tylko przesmyki świadomości dopuszczają myśli iż następnego dnia musisz już od rana stawić się gotowy do pracy/nauki ... Co wcale nie jest miłe.
W dodatku jakoś mi straszno, czegoś się boję. Bez przerwy kołacze mi po głowie myśl o Dżabbersmoku z "O tym co Alicja zobaczyła po drugiej stronie lustra" spisanego przez Lewisa Carolla.
Myśli te są na tyle natrętne że powtarzam ten bezsensowny, absurdalny wiersz o Dżabbersmoku...
Nie będę go tu przytaczać całego, ale tylko fragment, dwie pierwsze strofy żebyście mogli zajrzeć co dzieje się obecnie w mojej głowie:
"Było smaszno, a jaszmije smukwijne
Świdrokrętnie na zegwniku wężały,
Peliczaple stały smutcholijne
I zbłąkinie rykoświstąkały.
Ach, Dżabbersmoka strzeż się, strzeż!
Szponów jak kły i tnących szczęk!
Drżyj, gdy nadpełga Banderzwierz
Lub Dżubdżub ptakojęk! "
Przekład Macieja Słomczyńskiego - przepisane z mojej książki. Hmm Dżabber... coś mi to mówi. I już wiem co. Jest taki mit (legenda, opowieść, przypowieść? A może zawiera się to w Biblii? Nie mogę powiedzieć dokładnie - nigdy nie przeczytałam jej uważnie) że gdy Archanioł Michał zepchnął Szatana z firmamentu niebieskiego ten spadł na ziemię rozsypując się na tysiące, miliony kawałków. I że przed samym upadkiem przejrzał się on w wodzie jeziora o nazwie Dżabbok. I właśnie w tym odbiciu została zaklęta jego dusza. Ciało rozpadło się, ale dusza została zaklęta w odbiciu, uwięziona w Krainie Po Drugiej Stronie Lustra.
Ciekawa rzecz z tymi lustrami... Niby kawałek szkła pokryty srebrem a każdy wpatruje się w niego jakby było najcenniejszym skarbem. W nic przez całe życie nie wpatrujemy się tak uważnie jak w lustro - chyba każdy to przyzna. Na Sycylii jeżeli ktoś umiera w domu - należy potłuc wszystkie lustra zmarłego. Bo lustro, za każdym razem kiedy się w nim przeglądamy, zabiera maleńką, maluteńką cząstkę duszy. I żeby dusza powędrowała w całości do Królestwa Niebieskiego trzeba zbić wszystkie lustra, aby uwolniły te właśnie drobinki. Cóż...
Przepraszam za nieco ponury wydźwięk tejże notki.
Następnym razem się postaram...
Obiecuję.
komentarze [13] >> niedziela, 1 października 2006 03:09:20
Prawie że dwa miesiące nie pisałam... Gomenasai :(
Jakoś tak się wszystko układało (czy raczej mój dostęp do serwisu mylog) że nie bardzo miałam jak do bloga dostać się.
Ale z tym koniec. Kropka.
Przez ten czas zdążyłam się już przyzwyczaić do szkoły (przyszło mi to z niejakim trudem, jak zawsze...) Obecnie nic tylko straszą nas maturą. Kazali złozyć deklaracje i teraz trzeba czekać do listopada, do próbnych testów... To bedzie straszne.
Zdaję rozszerzony polski, angielski i historię. Postaram się... dla siebie i dla wszystkich którzy na mnie liczą :)
Wybaczcie proszę że ta notka jest tak chaotyczna... nazbierało się sporo spraw które chciałbym uporządkować ale nie mam kiedy, nie mam jak... Myśli przelewają się w mojej głowie ("z pustego w próżne"?)
Dodatkowo zamęt wprowadza pora o której ta notatka jest tworzona... Nie moge spać, coś mnie męczy, niepokoi.
Nie lubię jesieni a ona nadchodzi wielkimi krokami.
Bo sensem jest być a nie istnieć...
Przepraszam.
Out of battery.
"Figures dancing gracefully... across my memories..."
komentarze [11] >> niedziela, 6 sierpnia 2006 10:31:18
Notka ta będzie ekspresowa z jednego powodu - po raz kolejny wyjeżdżam a zbiórkę mam o 14 (pomijając dojazd który zajmie mi przynajmniej 1 h...)
Mama zafundowała wycieczkę mi i mojej siostrze ciotecznej, Anicie.
"5 stolic w 7 dni" znaczy się cyrk objazdowy na kółkach. Paryż, Londyn, Bruksela, Amsterdam, Luksemburg.
Znaczy się tydzień mnie nie będzie. Znów. Facet do którego chodzę na prawo jazdy się przeżegna. Cóż, jego sprawa, choć nie powiem że czasami mi go żal że musi mnie uczyć ;)
Jak wrócę zedytuje trochę tą notkę, bo nie lubię zostawiać takich niedokończonych spraw. Napiszę jak było i w ogóle...
Pozdrawiam wszystkich!
Black River

Obrazek zatytułowany "Podróż" :)
komentarze [7]Wakacje... znowu są wakacje... >> piątek, 21 lipica 2006 18:20:11
Przepraszam. Wybaczcie. Kajam się u stóp (czy ekranów) waszych.
Nie pisałam nic przez prawie miesiąc... Hm.
Połowę tego opóźnienia mogę zrzucić na zepsuty komputer - nie oddawałam go do naprawy bo poza www wszystko działało. No ale postanowiłam że więcej nie zdzierżę i kolega miał trochę roboty z przywróceniem go do porządku ;)
W kazdym razie, gdzie byłam jak mnie nie było?
Między innymi też na wyjeździe wakacyjnym numer jeden.
Trzeba wam wiedzieć że 28 czerwca skończyłam 18 lat. Znaczy się dorosłość (tylko nie starość proszę!) I z tej okazji ood rodziców "dostałam" wycieczkę do Rzymu. Pojechałam tam z ciocią i moją siostra cioteczną... Było pięknie, chociaż gorąco i niekiedy męcząco. Z drugiej strony kiedy wróciłam do polski klimat się zbytnio nie zmienił.... Chyba kazdy coś o tym wie :)
Obecnie roztapiam się u siebie w domu, czasem w sadzie, w ogródku, albo pod pretekstem czyszczenia oczka wodnego, pławię się w wodzie.
Nie jestem w stanie wymyśleć nic konstruktywnego, tyle że nadrabiam braki w lekturach ( Obecnie "Misery" Stephena Kinga. Oglądałam film i się zasugerowałam...)
Jednym słowem; słodkie lenistwo! ;)
(Tak powinno być)

Na zdjęciach oczywiście Rzym ;)
komentarze [6]Hah >> piątek, 2 czerwca 2006 17:07:34
Hm no cóż. Dzisiaj zauwazyłam ze trochę różnię sie od swoich koleżanek. Nieuchwytna tajemnica czym - ale różnię sie chociaz tego nie chcę. Choćby opisy Gadu Gadu - te dziewczyny których numer posiadam mają zadziwiająco podobne opisy - pozwolę sobie kilka skopiować - " Kocham cię kochanie moje. To oczy twoje we mnie wpatrzone " "Kropla miłości znaczy więcej niz ocean rozumu" "WMoichOczachGwiazdyWMoichOczachŁzyAWMymSercuJesteśTylkoTy...:(((((" a ja, nie przymierzając: "Devil Is A Loser!"
Mimo wszystko zarzucono mi niedawno na tym blogu że jestem infantylna. Może to i prawda ale dopadła mnie taka może nieco dziwna myśl: dlaczego większość dziewczyn jest tak niesamowicie płytka i prózna że potrafi myślec tylko o: przedstawicielach płci przeciwnej, kosmetykach, imprezach, tym kto z kim i dlaczego, smsom miłosnym których zatrzęsienie i poziom mnie coraz czesciej dobija...?
Nie powiem - też czasami przejdzie mi przez myśl żeby się wreszcie ruszyć w tym kierunku ale żeby jakas szczególna ochota czy przymus to nie bardzo...
Z dumą odkryłam kilka wyjątków od tej reguły - choćby moja przyjaciółka z którą moge robić dosłownie wszystko... nawet szaleć o 24 przy ogłoszeniu wyników Eurowizji i śpiewać "Hard Rock Hallelujah!" Mieszkamy 15 km od siebie ale to jakoś nie przeszkadza nikomu...
Hmm zeszłam na manowce z tematu na jaki wcale nie chciałam wchodzić (pomieszanie z poplątaniem które oddaje chaos w mojej głowie) Nie wiem ostatnio jak uporządkować myśli, o czym pisać, na czym się skupić więcej a na czym mniej.
Chciałam trochę dopisac mojego opowiadanka które zaczełam tu tworzy na poczatku, ale przeczytałam je i stwierdzam z przykrością i pełną stanowczością że teraz napisałabym to inaczej i zauważam wiele błędów... choćby gramatycznych i w konstruowaniu zdań, za które już pewnie powinnam nie zdać matury rozszerzonej z języka polskiego która czeka mnie w przyszłym roku i niezmiennie napawa mnie przerażeniem.
nie pisze o szkole więcej nic... Czekają mnie trzy dni spokoju i późnego wstawania a tego nie można psuć :) Później tydzień umierania w murach szkolnych i odpowiadania "ostatecznego"i znów dwa dni... zaraz zaraz to już będzie 3-4 czerwca... Lednica! Wybiera się ktoś może hmm? Kocham te spotkania, szkoda że są tylko raz w roku.
Za to 6 wyjeżdżam na wycieczkę z mojego dawnego gimnazjum... wspomnienia, wspomnienia i ci sami nauczyciele! Cud miód i orzeszki, że odetchnięcia od szkolnego kieratu nie liczę.
Kończę ten stek bzdur życzeniem, iż wy czujecie się bardziej uporzadkowani niż ja obecnie :)
WOULD YOU LOVE A MONSTERMAN, COULD YOU UNDERSTAND BEAUTY OF THE BEAST?
komentarze [16]Nuda zamknięcie i Malbork >> niedziela, 30 kwietnia 2006 16:37:58
A ja... dodam notkę.
A czemu właściwie by nie.
Ostatnio za bardzo jestem nastrojem z Ode Au Reve...
Tej kolorowej osóbce poświęcam za dużo czasu
I rozumu
Nie wiem czemu ostatnio jakoś straciłam zapał do pisania tutaj.
Chyba jestem zmanierowana...
I szybko się wszystkim nudzę.
Myślałam działalność zawiesić na jakiś czas
Ale z drugiej strony tylko ten blog wytrzymał w moich rączkach tyle czasu...
A ja w jego.
Pożyjemy, zobaczymy.
Jutro wyjeżdżam do Malborka na 4 dni... Nie jestem spakowana, nie wiem gdzie mam torbę i komórkę, ze o ładowarce nie wspomnę.
To się nazywa zorganizowany wyjazd ;)
Moja siostra cioteczna, Anita, pisze prace magisterską o twierdzach obronnych Krzyżaków.
Innymi słowy - w weekend majowy będziemy mierzyć cegły w zamku.
Eeh... takie moje pieskie szczęście.
Życzę Miłej Majówki wszystkim którym chce się czytać tego bloga!
Black River vel Turquoise
Ps: Wracam dnia 4 maja... Do tego czasu zostawiam tą stronkę u Was... przetrzymajcie ją dobrze!
komentarze [20]Hah! >> wtorek, 25 kwietnia 2006 23:07:24
Coż było do powiedzenia...
Napisałam długa i namiętną notke o snach, niestety - znana ze swojej wyjątkowej inteligencji Turquoise (ja) skasowała ją przypadkowo.
Opisałam tam czym sa dla mnie sny, jak je zapamiętuję, jak je czuję...
Wszystko poszło w niepamięć - zniknęło w otchłani komputerowego bałaganu, kosza i polecenia "wytnij".
Teraz już nic nie zrobię, jednakowoż odczuwam leciutki żal...
Za tym co bylo?
Założyłam alternatywny, wiosenny blog.
Oto jego adres:
http://www.ode-au-reve.mylog.pl/
Ujawnia się tam moje drugie, wiosennie radosne "ja".
Ode Au Reve... to ja. Sentyment do notki - "Oda Do Snów"...
Spokojnej nocy!
Niech wasz oddech splata się ze słodkim, nocnym powietrzem...
komentarze [6]Notka notka tylko notka... >> sobota, 22 kwietnia 2006 16:14:33
Notka notka tylko notka? Tak napisałam... i zamierzam dzisiaj napisać to co sobie obiecałam. Mimo że moje wnętrzności szarpie jakaś nieokreślona bolączka, wstrząsają mną dreszcze i czuję tętniący ból rozsadzający czaszkę. Czuje się chora mimo że poza tymi nie mam żadnych objawów. To tak jakby chodzić przez tydzień w niepewności - kiedy ból Cię złapie... A jak złapie to tylko modlisz sie żeby jak najszybciej odszedł... Nie wiem co się dzieje :| Nie powiedziałam o tym nikomu - nie mam jakoś odwagi... jeszcze okaże się że to coś poważnego a ja rodziny martwić nie chcę. Staje sie to coraz bardziej dokuczliwe ale postaram się wytrzymać... Może przejdzie? Powinno... jeżeli nic się nie zmieni do przyszłego tygodnia, zgłoszę się komuś...
Ale ale nie miała tu dzisiaj pisać o sobie :)
Zauważyłam że coś dawno nie było notki tematycznej. Tym razem biorę coś z dziedziny demonologii - ostatnio oglądałam z mamą film i stwierdziła że ja dużo rzeczy wiem z tego tematu. Może rzeczywiście - kiedyś bardzo intensywnie się tym interesowałam (tzw. faza mrocznego aniołka... ;) )
Także dziś pogadanka o SUKUBACH o których właśnie ten film był.
Sukub to w demonologii (szczególnie średniowiecznej) zły duch przybierający postać kobiety i przywodzący mężczyzn do grzechu we śnie.
Wiąże się to tez z inkubami - czyli demonami przybierającymi kształt mężczyzny.
Nie powiem - wiele czasu spędziłam przeglądając grafiki i szukając odpowiadającej moim wyobrażeniom o tym stworzeniu. W końcu zeskanowałam jedną ze swoich kart Tarota:

Pozdrawiam!
komentarze [4]Proza zycia >> poniedziałek, 3 kwietnia 2006 00:34:51
Postanowiłam napisac notkę.
Nie tylko dlatego że już dawno żadnej nie dodawałam, ale dlatego że chce i ten blog ma tez służyć temu żebym się mogła wygadac - a właśnie na to mam teraz ochotę.
Zastanawiałam się ostatnio nad instytucją posady nauczyciela. Niby takie stanowisko jest bardzo odpowiedzialne, wymagające kwalifikacji i powolania... a jednak. Zdarzają się co prawda nauczyciele do których po prostu.. CHCESZ chodzić na leckcję, nie tylko musisz. A ja własnie zauwazyłam że jest godzina 00:23, czyli że od 23 minut jest poniedziałek, za parę godzin powinnam wstać i jechać do szkoły, a pierwsza lekcja jest z nauczycielem o którym kiedyś moze myślałam że jest jednym z takich własnie ludzi o których pisałam - ale już od jakiegoś czasu przestałam w to wierzyć, a od piątku wiem na pewno.
Bo co to za nauczyciel który buduje swój autorytet na stawianiu "niedostatecznych"? Czy który mówi prosto w oczy uczniowi (w tym przypadku mnie) że "bede Cię od tej pory pytał na kazdej lekcji matematyki i fizyki - dopóki nie zaczniesz się tyle uczyć matmy że bedziesz tym zygać"? I to zebym zrobiła mu coś: a ja po prostu miałam straszny dzień... na 1 godzinie lekcyjnej miała być klasówka z matematyki. Nie przyjechał mi autobus którym zwykle jezdże - 7.15 (chodze do liceum w innym miescie - jakieś 15 km odległości). Razem z koleżanka która chodzi do tej samej klasy zastanawiałyśmy się co zrobić. Ja chciałam jechać tylko na tą klasówkę i wrócić do domu - miałam zwolnienie od mamy. Pojechałam w końcu, koleżanka postanowiła zostać. Weszłam do klasy po dzwonku ( jeszcze pare osób było w środku) i nasz Pan: "O, Judyta, dobrze że jestes, klasówke piszemy na nastepnej godzinie!"(miałam jeszcze później fizykę) Na to ja się zapytałam czy mogłabym napisać w poniedziałek, bo później mnie nie będzie... I wtedy sie zaczeło: dowiedziałam się kilku rzeczy o jego mentalności (jest w ogóle takowa?). Będzie mnie pytał na kazdej lekcji i załapę w końcu tyle niedostatecznych z fizyki i maty że on postawi mi je także na koniec roku. I nie wyrazi pozwolenia zebym zdawała komisyjnego z obydwóch - tylko od razu mnie usadzi na drugi rok. Nie obchodzi go dalczego chce sie zwolnić - jezeli nie napisze tej klasówki dzisiaj, on postawi mi niedostateczny. Oczywiscie z możliwością poprawy - dodatek z tym ironicznym, w domysle zabawnym, usmieszkiem który tak bardzo mnie denerwuje. gotowałam się ze złości i poczucia niesprawiedliwości - ale co mogłam zrobić?
Na myśl przychodziło mi wiele ripost na te jego uwagi... mogłam powiedzieć że JUŻ zygam matematyką, że nie ma prawa postawić mi jedynki z klasówki na której nie byłam... Ale odeszłam i spokojnie wyszłam ze szkoły. Pojechałam do domu. O tej "wymianie zdan" wiedziało tylko kilka osób z naszej klasy - które akurat były wtedy obok - w tym moja przyjaciółka. Cóż... nabuzowałam się, teraz idę (pouczyć się matematyki, która jutro mam pierwsza?) w domyśle spac, ale nie wiem czy da rade dzisiaj...
Dobrej nocy wam i zycze nauczycieli, którzy naprawde wiedzieli jaki zawód wybierają!
komentarze [9]Zdecydowanie >> piątek, 10 marca 2006 22:22:01
Zdecydowanie to ja nie mam pomysłu na notke, ale mimo wszystko postanawiam coś dodać, żeby nie było iż o blogu zapomniałam :) Najwyżej ją później zedytuję... Napisać coś takiego jak na niektórych blogach? "Wstałam o 6, prawie się spóźniłam na autobus, nic dzisiaj nie jadłam"? nie no aż tak źle ze mną nie jest.
Po prostu chce napisać że nawet wiatr mi dzisiaj pachniał pomarańczami - dla mnie zapachem świąt i zabawy, rozluźnienia. Odczułam to jak prywatny atak na moje samopoczucie - tak bardzo chciałbym żeby już było ciepło, żeby były wakacje albo chociaż przerwa świąteczna! Taki dzisiaj dzień że myslałam tylko o tym... zaowocowało to na lekcjach lekko nieprzytomną miną i rozmarzeniem, z czego wynikło pytanie z matematyki. Skutków chyba kazdy może się domyślać sam - nigdy nie byłam orłem z matematyki :)
Coś by tu wtrącić mądrego... No cóż...
Moje serce pachnie miłością! A przynajmniej - chciałoby, bo na razie nie chce :) To po prostu wiersz jakim podsumowałam dzisiejszy dzie...
komentarze [7]Wiersze >> środa, 22 lutego 2006 23:54:30
No cóż przyszedł czas i na wiersz... odkopałam swój zeszyt (wreszcie! już myślałam że pozyczyłam go na wieczne nieoddanie...) i dwa wiersze umieszczę tutaj... Czy będę skromna inaczej jeżeli powiem że ten pierwszy to mój ulubiony? Ee, chyba nie. Więc to mój własny, ulubiony wiersz :
Martwi ale marzący
Niepokonani ale z oczami pełnymi łez
Z ustami pełnymi skarg
Żalem ściskane serca
Na zawsze pogrzebane
Nie zmartwychwstaną
Nie obejrzą wschodu słońca
Ono zaszło na wieczność
Już się nie zbudzi
Nie ogrzeje promieniami
Skostniałych dusz
Wiecznych wojowników.
I obiecany drugi, nieco bardziej... brutalny jezeli moge sie tak wyrazić (pisany w momencie wielkiego zwątpienia...):
Obudź się!
Popatrz dookoła
brudna kartka na stole
przechodnie za oknem
matka potrząsa dzieckiem
Chcesz podniesc kartkę
Chcesz stopic się z tłumem
Chcesz nim potrząsnąć
A czemu nie zaufasz
W moje przeczucie
Ja płaczę
bo anioły uciekły stad
Patrzysz w lusterko
Oglądasz własny, prywatny kataklizm
wychodzisz i boisz sie iść
Chcesz zbic lusterko
Chcesz zniszczyć siebie
a tylko trzaskasz drzwiami i uciekasz
Czemu nie zaufasz
w moje przeczucie
A ja płaczę
Bo anioły zasłużyły na smierć
Ojcze!
Ojcze Ty rządzisz moją duszą
Tobie ja dałam
A w Twoich oczach już jest potępiona
W moich lękach samobójczych
To anioły zasłużyły na śmierć
komentarze [22]